Od kilku dni moje nocne obserwacje ogrodu dostarczają mi niesamowitych emocji. Wszystko zaczęło się od poruszenia w ptasim karmniku. Kiedy po raz pierwszy dostrzegłem tam szybki, przemykający w ciemności kształt, przez ułamek sekundy pomyślałem – o nie, mam w ogrodzie szczura!
Jakże mocno się pomyliłem! I jak bardzo ta pomyłka mnie uszczęśliwiła. Kiedy sprawdziłem nagrania z kamery, moim oczom ukazał się absolutnie zachwycający, rzadki i niezwykle uroczy gryzoń. To żołędnica europejska, a dokładniej – sądząc po anatomicznych detalach – dorodny samiec. Jestem niesamowicie dumny, że wybrał właśnie mój ogród!
Choć całkowita długość tego zwierzątka wraz z ogonem może wynosić nawet blisko 30 cm, żołędnica w niczym nie przypomina szczura. Jest od niego znacznie mniejsza, a swoją delikatną budową ciała przypomina raczej dużą, elegancką mysz. Jej ubarwienie to prawdziwe arcydzieło natury! Najbardziej charakterystyczny element wokół wielkich, czarnych oczu to wyraźne, czarne pasma ciągnące się aż do uszu. Długi ogon, ale w przeciwieństwie do nielubianych, nagich ogonów szczurzych, ten jest gęsto owłosiony i kończy się piękną, puszystą, czarno-białą kitą.
Co ciekawe, mój gość okazał się wybrednym koneserem. Choć w karmniku czekają na niego orzechy oraz bogate w białko suszone larwy owadów, on zjada wyłącznie łuskany słonecznik!
Mieszkam w małym miasteczku pełnym starych domów, ogrodów i parkowych drzew. Dla żołędnicy to środowisko idealne, ale fakt, że pojawia się u mnie regularnie, oznacza, że gniazdo musi znajdować się w promieniu zaledwie 50 metrów! Żołędnice to zwierzęta o stosunkowo niewielkim terytorium. W małych miasteczkach uwielbiają gniazdować w dziuplach starych drzew owocowych, gęstych żywopłotach, ale też w zakamarkach ludzkich zabudowań – na ocieplonych poddaszach, strychach, w altankach czy szczelinach dachów.
Gdy tylko zorientowałem się, kogo goszczę, zacząłem szukać informacji. Moje odkrycie na stronie Encyclopedia of Life dosłownie zwaliło mnie z nóg. Żołędnica europejska jest wpisana na Czerwoną Listę IUCN jako gatunek bliski zagrożenia. W wielu rejonach Europy ten gatunek drastycznie wymiera. Świadomość, że tak rzadki klejnot przyrody wybrał mój karmnik, sprawia, że czuję się jak prawdziwy szczęściarz!
Żołędnica to typowy samotnik prowadzący ściśle nocny tryb życia. Jej cykl roczny jest niezwykle fascynujący i zdominowany przez hibernację, która trwa aż pół roku – zazwyczaj od października do kwietnia. Choć ogólnie charakteryzuje się te gryzonie jako roślinożerców, to tuż po przebudzeniu z długiego, zimowego snu potrzebuje potężnego zastrzyku energii. Wtedy dieta diametralnie się zmienia – staje się drapieżnikiem i chętnie zjada owady, chrząszcze, a nawet ślimaki.
Według udokumentowanych danych naukowych, żołędnice mogą żyć na wolności nawet do 6 lat. To daje mi ogromną nadzieję, że mój mały przyjaciel przetrwa nadchodzące zimy i spotkam go w karmniku również po kolejnych hibernacjach.
Niestety, nocne życie w małym miasteczku niesie ze sobą ogromne ryzyko dla mojego gościa. Choć bardzo chcę, by żołędnica żyła jak najdłużej, lista zagrożeń jest długa i realna. Główny, naturalny wróg nocnych gryzoni to sowy. W moim miasteczku widziałem już uszatkę – jej bezszelestny lot i doskonały słuch to dla żołędnicy śmiertelne niebezpieczeństwo. Następna w kolejności jest kuna domowa , która w przeciwieństwie do leśnej kuzynki, uwielbia bliskość człowieka. Żyje dokładnie w tych samych miejscach co żołędnice – na strychach, ruinach czy w zakamarkach dachów. Jest niezwykle sprawnym i agresywnym drapieżnikiem. I na sam koniec prawdopodobnie największa miejska plaga. Koty domowe wychodzące i polujące w nocy, to dla rzadkich żołędnic zagrożenie absolutnie nienaturalne i najtrudniejsze do uniknięcia.
Trzymajcie kciuki za mojego małego lokatora! Mam nadzieję, że słonecznika w moim karmniku nigdy mu nie zabraknie, a miejskie drapieżniki dadzą mu spokój. Będę Was informować o kolejnych wizytach!
