Mamy połowę kwietnia, a to w kalendarzu ogrodnika moment, w którym kawa na tarasie smakuje najlepiej, ale pije się ją w biegu, bo lista zadań wydłuża się z każdym promieniem słońca!
Jeśli Wasze pomidory na parapecie wypuściły już dwa lub trzy właściwe liście, to znak, że czas na przeprowadzkę do większych doniczek. Pamiętajcie o jednej złotej zasadzie – sadzimy głębiej niż rosły do tej pory. Pomidor ma niezwykłą zdolność wypuszczania korzeni na całej długości łodygi, która znajdzie się pod ziemią. Wkopując go aż po same pierwsze liście, fundujecie mu potężny system korzeniowy. Im więcej korzeni, tym lepiej roślina pobiera wodę i pokarm, a co za tym idzie – tym większe i słodsze będą owoce w sierpniu!

Za tydzień przyjdzie czas na ogórki i cukinie. Z nimi nie trzeba się tak pieścić jak z pomidorami. Rosną szybko, dlatego siejemy je później i zazwyczaj od razu do docelowych, większych pojemników, by oszczędzić im stresu przy przesadzaniu. Jeżeli wrzucicie po dwa nasionka ogórka do jednej doniczki, nie trzeba ich później pikować!
Dla tych z Was, którzy nie mogli doczekać się wiosny i posiali sałatę już w marcu, mam dobrą wiadomość – pora na pierwsze zbiory! Jeśli rosła w pełnym słońcu, powinna już kusić soczystą zielenią, tylko nie wyrywajcie całej sałaty z korzeniami. Obrywajcie jej zewnętrzne liście. Dzięki temu środek rośliny będzie stale produkował nowe, a Wy będziecie cieszyć się świeżą zieleniną przez wiele tygodni z jednej tylko sadzonki!
W ogrodzie widać już pierwsze kwiaty truskawek, co zawsze napawa optymizmem, ale moją uwagę przykuł w tym roku chrzan. Postanowił wypuścić łodygi kwiatowe już w kwietniu. Jeśli zależy Wam na grubych, mięsistych korzeniach i wielkich zielonych liściach do ogórków małosolnych, wytnijcie takie łodygi jak najniżej. Kwitnienie to dla rośliny ogromny wysiłek energetyczny, a cała moc powinna przecież iść w korzeń i liście. Ale jeśli nigdy nie widzieliście, jak kwitnie chrzan – zostawcie jedną łodygę dla czystej ciekawości. Kwiaty są drobne, białe i całkiem urocze!

Kwiecień to dziwny miesiąc. Kilka dni ulewy i chłodu, a potem nagłe uderzenie gorąca. Pamiętajcie, że młode rośliny jak sałata, truskawki czy wschodząca marchewka mają jeszcze bardzo płytki system korzeniowy. Podczas tych nagłych, suchych i ciepłych dni wierzchnia warstwa ziemi wysycha błyskawicznie, a rośliny nie mają jak sięgnąć po wodę. Wpadnijcie do nich z konewką!
Na rabatach jeszcze spokój, ale w powietrzu dzieje się magia! Mój zimowy towarzysz, rudzik, spakował manatki i odleciał na północ. Na jego miejsce, prosto z ciepłego południa, zameldowała się rodzina kopciuszków. To ich drugi rok u mnie – w zeszłym były płochliwe, teraz jakby bardziej u siebie, pewniej zerkają do ogródka. Wiem, że to może brzmieć trochę naiwnie, ale zawsze mam taką śmieszną nadzieję, że wróciły dokładnie te same ptaki, które odleciały!

Z przykrością patrzę jednak na pustkę po wróblach. Rok temu było ich pięć, wesoło ćwierkały pod dachami sąsiadów. Niestety, ludzie wciąż niszczą gniazda i przepędzają te ptaki, a przecież wróbel to naturalny pestycyd! Kiedy karmią młode, zjadają niewyobrażalne ilości mszyc, gąsienic i innych larw, które niszczą liście. Bez nich ogród staje się cichszy i bardziej pogryziony przez szkodniki.
Teraz, gdy wszyscy budują gniazda, potrzebują też paliwa. Latanie z sianem i patyczkami to ciężki fizyczny trening. Dlatego w karmniku muszą się znaleźć drobno mielone orzeszki, słonecznik bez łupin i suszone larwy mącznika – czysta energia i tłuszcz. Unikam tanich mieszanek z dużą ilością prosa czy innych zbóż. Ptaki zazwyczaj je wyrzucają, szukając czegoś lepszego, a ziarna lądują w ziemi, gdzie gniją albo kiełkują jak chwasty.
Dla gołębi grzywaczy i kosów mam osobne miejsce na ziemi. Tam lądują całe orzeszki ziemne i płatki owsiane. Orzeszki muszą być naturalne, kupione w sklepie z karmą – nigdy solone z marketu! Sól dla ptaków to trucizna.





Kosy przy jedzeniu robią straszny bałagan, ale nie martwcie się – grzywacze to świetna ekipa sprzątająca, która po nich wszystko skrupulatnie odkurzy.
Trzymajcie rękę na konewce!
