
Wygląda na to, że w końcu przyszła ta część przedwiośnia, którą ogrodnicy lubią najbardziej. Temperatura wreszcie się ustatkowała — w nocy nie spada poniżej 2°C, a w dzień potrafi dojść nawet do 20°C. Słońce zaczęło porządnie przygrzewać, ziemia powoli robi się ciepła i ręce same zaczynają szukać łopaty!
W ciągu ostatniego tygodnia zabrałem się więc za pierwsze pozimowe prace w ogródku.
Najpierw przekopałem w grządkach trochę kompostu. Ziemia po zimie zawsze wygląda trochę smutno, więc taka dawka ogrodowego dobra bardzo jej pomaga wrócić do życia. Przy okazji zrobiłem też małe porządki — stare doniczki, które tylko zajmowały miejsce, wylądowały w końcu tam gdzie ich miejsce, czyli w koszu na śmieci.
A skoro zrobiło się trochę przestrzeni to oczywiście nie mogłem jej zmarnować. Na miejscu starych doniczek powstały dwie nowe grządki. Zawsze mam ten sam problem — miejsca niby jest dużo, ale na nowe rośliny i tak zawsze brakuje.
Sezon ogrodowy można już oficjalnie uznać za rozpoczęty.
W zeszły weekend, 1 marca, posiałem pierwsze warzywa do gruntu — marchewkę i pietruszkę. To jedne z tych roślin, które nie boją się chłodniejszej ziemi, więc świetnie nadają się na ogrodowy start sezonu.
Natomiast wczoraj, 7 marca, wylądowały w ziemi sadzonki sałaty. W trzech małych szklarniach posadziłem sałatę lodową i masłową. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że pogoda nie zrobi nam żadnego niespodziewanego powrotu zimy.
Przy okazji porządków zajrzałem też do truskawek. Po zimie miały sporo suchych i zwiędłych liści, więc trochę je oczyściłem. Pod nimi widać już nowe, świeże, jasnozielone listki. To zawsze dobry znak — sezon truskawkowy!
Agrest również zaczyna pokazywać pierwszą zieleń. Jeśli wszystko pójdzie jak co roku, to za jakieś dwa tygodnie będę musiał go spryskać olejem Neem. Co roku pojawiają się u mnie larwy brzęczaka, które potrafią w kilka dni zrobić z liści prawdziwe sito. Profilaktyka jest więc zdecydowanie lepsza niż późniejsze ratowanie krzaka.
Wczoraj zabrałem się też za przesadzanie moich tiarelli odmiany Angel Wings. To naprawdę bardzo ładne rośliny. Zielono – bordowe liście wyglądają świetnie w cieniu. Problem w tym, że są dość ekspansywne. Ich korzenie wędrują pod ziemią i wypuszczają rozłogi, z których wyrastają nowe pędy w zupełnie losowych miejscach. Co jakiś czas trzeba więc całą kępę wykopać, trochę ją przyciąć i posadzić ponownie tam, gdzie powinna rosnąć.
Trochę pracy, ale przynajmniej można łatwo zrobić nowe sadzonki.

Podczas przesadzania miałem też małego pomocnika. Przyleciał rudzik. Jak to zwykle bywa, zamiast skupić się na pracy, zacząłem mu wykopywać dżdżownice. Rudzik był z tego układu bardzo zadowolony. Ja zresztą też. Krótki film z tego spotkania wrzuciłem na Instagram, więc jeśli ktoś chce zobaczyć mojego ogrodowego towarzysza, to zapraszam!
Trochę niepokoi mnie natomiast mój chrzan.
Zamiast dużych, szerokich liści pojawiły się małe, cienkie, prawie igiełkowate. Na szczęście wygląda na to, że jest to dość normalne zjawisko zwane heterofilią. Podobno gdy zrobi się naprawdę ciepło, roślina zacznie wypuszczać swoje typowe, duże liście. Mam nadzieję, że tak będzie, bo bez nich trudno sobie wyobrazić ogórki małosolne.
Ogródek ogródkiem, ale w domu też już zaczęła się produkcja. Sezon parapetowy uważam za otwarty.
Na słonecznym parapecie wysiałem już nasiona pomidorów koktajlowych. Miejsce zostało zaklepane, teraz pozostaje tylko trochę wody, dużo światła i sporo cierpliwości.
Niedługo dołączą do nich kolejne nasiona. Czekam tylko na paczkę z Amazona, która gdzieś już pewnie do mnie jedzie. A wtedy parapety zamienią się w małą szklarnię!
